We wtorek 6 czerwca minęła rocznica od operacji mojej lewej nogi. Miało być tak pięknie. Według zapewnień lekarza operacja miała być prosta i tego samego dnia miałem wrócić do domu chodząc. W praktyce jednak było nieco inaczej…. Wszystko zaczęło się w 1984 roku. Kiedy jako kleryk wybrałem się na noworoczne spotkanie modlitewne. Niestety podczas podróży złamałem nogę w stawie skokowym. Złamanie było dość skomplikowane. Mimo to lekarz poznańskiego szpitala gdzie trafiłem, nie zdecydował się na operacje, ale po prostu nastawił nogę i umieścił ja w gipsie. Po krótkiej fizjoterapii wróciłem do normalnej aktywności. Jednak z czasem noga zaczęła boleć coraz bardziej. Lekarze, których konsultowałem jednoznacznie określili, że problemy związane ze złamaniem nogi w kostce są bardzo skomplikowane i trudne do zaradzenia. Jedynym rozwiązanie miało być usztywnienie stawu. Jednak z tym radzili zaczekać aż do czasu kiedy ból będzie utrudniał moje normalne funkcjonowanie. Przez kolejne lata przystosowywałem sposób życia do możliwości chorej nogi. Jednak z czasem ból stał się tak duży ze nie mogłem przejść nawet 100 metrów. Wtedy to zacząłem szukać lekarza, który pomógłby w moim problemie. Znalazłem takiego w Kurytybie. Zaproponował mały zabieg chirurgiczny, który by mi pomniejszył ból o ok. 70% a za kilka czy kilkanaście lat wstawienie protezy stawu skokowego, która od zaledwie kilku lat temu została wynaleziona. Chętnie zgodziłem się na takie rozwiązanie. Niestety operacja ta nie tylko nie przyniosła ulgi w moim problemie, ale wszystko wskazuje, że właśnie podczas jej trwania zostałem zakażony groźną bakterią szpitalną powodującą między innymi niewyobrażalnie silny ból. Aby wyeliminować bakterię, przeszedłem kolejne dwie operacje oraz długie leczenie silnymi antybiotykami. Mimo długiego leczenia oraz wielu sesji fizjoterapii nie udało się odzyskać możliwości normalnego chodzenia. Dlatego tez zdecydowałem się na kolejną operację. Tym razem została ona przeprowadzona w Sao Paulo. Obecnie przebywam w mieszkaniu moich brazylijskich przyjaciół, którzy opiekują się mną, opatrują rany, wożą na konsultacje i regulacje klatki ortopedycznej, w jakiej została umieszczona moja noga. I tu właśnie mija mi rocznica moich problemów zdrowotnych. Żyję jednak nadzieją, że jak lekarz zapewnia po długim i uciążliwym leczeniu uda mi się stanąć na nogi. Na zdjęciu jestem po pierwszej operacji, której rocznice dziś wspominam.
