W kolejce do fryzjera, czyli rozmowa o karnawale

Zgodnie z brazylijskim zwyczajem, czas Wielkiego Postu to okres, w którym unika się strzyżenia włosów. Dlatego też wczoraj, chcąc zdążyć przed Popielcem, udałem się do gabinetu pana Franciszka zwanego tu popularnie Xico. To miejsce z tradycjami, działające od wielu lat, w którym niemal zawsze można spotkać kogoś znajomego. Tak było i tym razem i w środku zastałem kilku moich parafian.

Jak to zwykle bywa w brazylijskich kolejkach, rozmowa toczyła się wartko, krążąc wokół futbolu, lokalnej polityki oraz zbliżającego się wielkimi krokami karnawału. W pewnym momencie padło pytanie, którego mogłem się spodziewać: A ksiądz? Był już ksiądz na karnawale w Kurytybie?

Musiałem przyznać, że mimo wielu lat spędzonych w tym mieście, tutejsze zabawy karnawałowe są mi zupełnie nieznane. Wyznałem jednak, że miałem okazję przyjrzeć się kiedyś słynnemu karnawałowi w Rio de Janeiro. Szczerze mówiąc, dodałem,  wolę ten czas spędzić w zaciszu plebanii. To dla mnie dobra okazja, by nadrobić polskie seriale, jak Ranczo czy Plebania, albo porozmawiać przez radiostację krótkofalarską z kolegami z całego świata.

Moja odpowiedź ożywiła oczekujących. Okazało się, że moi rozmówcy podzielają mój dystans do hucznych karnawałowych zabaw. — Nie ma czego żałować, proszę księdza — usłyszałem. — Karnawał w naszym mieście to nic nadzwyczajnego. Kto tylko może, ucieka nad ocean, a inni wykorzystują wolne dni, by po prostu odwiedzić bliskich. Moi rozmówcy z niesmakiem wspominali o cieniach karnawału: skromnych popisach tutejszych szkół samby, masowo rozdawanych prezerwatywach i wszechobecnych używkach. Brazylijski karnawał, mimo swojej barwności dla wielu już dawno zatracił swój pierwotny, religijny charakter. Stał się produktem, przed którym wielu mieszkańców Kurytyby woli się schronić w domowym zaciszu.

Okazuje się jednak, że ten czas to nie tylko zabawa lub ucieczka do domowego zacisza. Istnieje też inna droga – rekolekcje, w których chętnie uczestniczy tutejsza młodzież oraz dorośli. Przekonałem się o tym tuż po powrocie od fryzjera. Przed kościołem czekały na mnie trzy młode dziewczyny. Nie były z mojej parafii, ale szukały spowiednika, by duchowo i z czystym sercem przygotować się do nadchodzących dni skupienia. W świecie, który krzyczy o zabawie, one wybrały ciszę. Podobnie jak moi rozmówcy z kolejki, którzy zamiast na sambodrom, udadzą się raczej do swoich domów, by w spokoju wyczekiwać Środy Popielcowej.

Dodaj komentarz